Muzyka wojenna

Nie było w historii konfliktu zbrojnego, które nie przebiegałoby z muzyką w tle. Paradoksalnie muzyka dodawała siły i odwagi. Wpływała na charaktery i morale walczących. Mowa tu nie tylko o hymnach, takich jak w Polsce Bogurodzica, ale również muzyce, którą śpiewano w grupach żołnierskich, namiotach, obozach walczących. Bardzo charakterystyczny w tym temacie był okres amerykańskiej wojny secesyjne. Obie strony konfliktu Unia i Konfederacja słynęły z muzycznego patriotyzmu i można powiedzieć muzykoterapii. Na polach bitew pojawiały się różne instrumenty: trąbki, bębni oraz piszczałki. Służyły one do wydawania rozkazów o wymarszu, ale w większości zwiększały morale walczących. Oczywiście muzykę traktowano również jako sposób na odpoczynek – formę rekreacyjną, obniżała ona napięcia spowodowane wojną i strachem o swój los. Można było słychać grające zespoły armii na przeddzień wielkiej bitwy. Oczywiście każda z grup żołnierskich miała swoje charakterystyczne utwory, z którymi się utożsamiali. Prezydent Abraham Linkoln był rozmiłowany w pieśni Dixie, które stał się nieoficjalnym hymnem konfederatów. Do dziś muzyka wojenna pozostawiła swoją spuściznę w postaci muzyki patriotycznej. Znaną jest choćby muzyka Elvisa Presleya.